piątek, 28 grudnia 2012

Historia Tigary, cz. 5

Kule zaczęły sypać się jak grad z nieba. Strzały z Białej Śmierci nie były jednak zbyt celne - raz tylko odstrzelili "bocianie gniazdo" na głównym maszcie Millenium. Mgła, z jakiej okręt angielski się wyłaniał, zdawała się próbować go zatrzymać - tak wydawało się wszystkim na pokładzie pirackiego statku. Choć Śmierć przebijała dziobem mgłę i, w silnym "skoku" przez fale oceanu, ruszała naprzód, to mgła znów oplatała ją. Statek zażarcie gonił piratów. W pewnym momencie zdawałoby się, że nie umkną - Jaszczur odpiął się z lin i nie mogli z niego chwilowo strzelać w Anglików, a kula z Małego Billy'ego powaliła jeden z masztów - lecz wtedy zebrały się gęste chmury. Ocean wzburzył się, choć najstarsi żeglarze nie pamiętali, żeby w Basenie Umarłych pieniła się woda. Potężne bałwany uderzały o burty obu okrętów jak wściekłe byki w szarży. Tiga, cała przemoczona i prawie bez tchu - krzyknęła na załogę, aby próbowali za wszelką cenę ustawić się bokiem do Białej Śmierci zanim oni staranują ich potężnym kadłubem i wydali salwę z dział bocznych. Lecz Anglicy wcale nie chcieli ich staranować.
- Oni chcą dokończyć swoje - wrzasnął w zawierusze Shepard. - Wezmą nas w abordaż i wytną załogę, co ostatnim razem próbowali zrobić jednak bez sukcesu.
Tiga musiała szybko kombinować. Wydała rozkaz strzału ze wszystkich dział i strzelb.
- OGNIA! - rozległ się jej potężny ryk.
Biała Śmierć zatrzęsła się od potężnych kul Millenium. Jednak był to okręt tak wielki i silny, że choć były widoczne dziury w burtach, nie zrobiło to na statku większego wrażenia. Odwrotnie stało się, gdy poszła w stronę piratów salwa odwetowa. Millenium zachwiał się, drugi z trzech masztów nie wytrzymał i runął do morza. Nie mogli już ani uciec, ani za długo wytrzymać. Jeszcze jedna salwa z Białej Śmierci niechybnie posłałaby ich na dno.
Piorun przeciął niebo tak gwałtownie, dając smugę tak jasną i huk tak głośny, że oszołomiło to obydwie załogi na ładną chwilę. Statki dryfowały w oszalałym oceanie jeden przy drugim. Ani jedni, ani drudzy, nic prawie że nie widząc i nie słysząc po silnym grzmocie, nie próbowali kontynuować walki. Tiga, prawie że ślepo pobiegła w stronę steru, gdzie walczyli ze sobą nadal Kentai i Ronington. Młody lew został silnie odepchnięty i oszołomiony uderzeniem pioruna. Ronington już chciał zadać mu ostateczny cios w łeb - gdy zjawiła się lwica. Rzuciła się na zdrajcę i odepchnęła go tak mocno, jak Rick ją, gdy chciał uchronić ją przed przygnieceniem przez maszt. Ronington ześliznął się z mostka i wpadł do rozwścieczonych wód oceanu. Kolejny piorun przeszył powietrze, jednak był nieco słabszy niż poprzedni. Lunął deszcz. Tiga zabrała Kentaiego ze sobą i zbiegli na pokład. Obydwie załogi stały teraz w gotowości do walki. Byli od siebie jednak na tyle daleko, że nie było szans na abordaż. Wtedy silny podmuch wiatru ściągnął Białą Śmierć dalej od Millenium, które będąc bez dwóch masztów, z jednym tylko lichym żaglem, nie zostało pociągnięte. Okręt był za ciężki i za duży na jeden tylko żagiel. Załoga Anglików nagle zorientowała się, że wiatr ściąga ich w tył, więc zaczęli w popłochu ustawiać się na swoje stanowiska w celu podpłynięcia do Millenium. Piraci nie mogli odsunąć się za szybko, więc nic w tym celu nie uczynili. Tiga stanęła przed zmokniętymi i wycieńczonymi towarzyszami.
- PIRACI! - krzyknęła. - Przyjaciele, wybiła godzina sądu. Jeśli mamy zginąć, zgińmy z honorem, jak na żeglarzy przystało. Walczmy. Jeśli się poddamy, będziemy dryfować w Basenie Umarłych przez resztę czasu pozostałego do końca naszego świata. Nie mamy wielkich szans. Mamy uszkodzony okręt, za słabe działa i ich zbyt małą liczbę. Ale, kamraci, siłę w sercach mamy znacznie większą. Odwagę i brawurę mamy znacznie potężniejszą. Nasze serca są gotowe na śmierć za okręt i załogę. - tu na chwilę przerwała, po czym wydała z siebie silny ryk - Jeśli mamy pójść na dno, pociągnijmy ich za sobą!
Odpowiedział jej zgodny, potężny ryk kilkudziesięciu gardeł. Jakby na potwierdzenie jej słów zaryczał również wiatr, a niebo rozjaśnił kolejny piorun. Tiga wskoczyła na burtę, stojąc bokiem do przeciwników. Za nią stała cała załoga, gotowa na wszystko. Działa były w gotowości do strzału, także Jaszczur został przestawiony na boczną pozycję. Siła lwich ryków i ryku wiatru osłabiła serca angielskiej załogi. Przeszył je strach. Wyczuwalne było, że coś nadchodzi, coś przerażającego i potężnego. Biała Śmierć jakby też się zlękła - jeden z żagli porwał się i fruwał na wietrze jak gigantyczna, biała chorągiew, symbolizująca poddanie się. Może to właśnie okręt chciał przekazać, bo niechętnie pozwolił przepłynąć wielkim łukiem aż do pirackiego statku. Gdy obydwa zrównały się, ocean rozerwał dziób wielkiego statku. Z otchłani Basenu Umarłych, po przeciwnej stronie angielskiego postrachu mórz, wyłoniła się Katalonia. Duch Cido trzymał mocno ster, bosman Rowell stał przed Tygrysem Północy, a na linach od żagla bujał się Rick. Tiga wskoczyła na ostatni maszt, by dojrzeć zza wielkiego nieprzyjacielskiego statku, co się szykuje. Prawie spadła, gdy zobaczyła Katalonię, do tego... z jej matką na pokładzie. Zjechała szybko z masztu.
- Dalej, łachudry! SZYBKO! Oddalić się jak najszybciej od Białej Śmierci!
Wiosła poszły w ruch, piracki krążownik zaczął płynąć z bałwanami na wschód. Wiatr nagle zmienił kierunek i popchnął dodatkowo okręt. Anglicy, przerażeni widokiem statku-widmo i widmowej załogi, też chcieli uciekać, jednak z Katalonii rzucono trzy kotwice, które z hukiem rozerwały pokład i "przycumowały" Anglików do atakujących. Tiga wbiegła na mostek kapitański. Wtedy rozległ się ryk Tygrysa Północy, a po nim potężna salwa dział bocznych. W jednej chwili proch w ładowniach Białej Śmierci wysadził statek w powietrze - resztki dumy angielskiej floty stanęły w płomieniach. Katalonia wzbiła się po falach, rytmicznie i szybko rozcinając dziobem bałwany. Podpłynęli migiem do Millenium, a opłynąwszy okręt Sheparda, rzucili liny na rzeźbiony dziób i zaczęli holować. Niebo dość szybko się rozpogodziło, zaczęło świecić piękne słońce. Katalonia w pewnym momencie zmieniła kurs i odholowała piratów do Annestown. Blisko portu liny holownicze pękły a Największy z Dziewięciu, tak niespodziewanie jak się zjawił, zniknął pod wodą. Na nic zdały się krzyki Tigi. Gdy dopłynęli o zachodzie słońca do Portu i zacumowali okręt, wydawało jej się, że widzi swój kochany gigantyczny okręt na horyzoncie.
 Nie wiedzieć skąd, po dopłynięciu do portu, Shepard znalazł w ładowniach prochem worki ze złotymi sztabami, a w celach worki z drogocennymi kamieniami i biżuterią.
- Shepard, zostaw tego niedobitka. - powiedziała Tiga, gdy wchodzili do tawerny "Pod Bursztynowym Smokiem" - tam, gdzie wszystko się zaczęło dwa miesiące wcześniej. - Masz tyle łupów... to dar od załogi Katalonii, jestem pewna. To podziękowanie za zatopienie Białej Śmierci
.
- Przecież to oni ją zatopili... Nie my. Gdyby nie statek widmo - zginęlibyśmy.
- Ale tak czy inaczej pociągnęlibyśmy ich za sobą. To za odwagę, przyjacielu. Zostaw Millenium - puść go w ocean o bryzie, bez żadnego załadunku i pasażerów. Niech dryfuje i umrze jak dawniej stare okręty pirackie. To stara i piękna tradycja. Daj mu w spokoju odejść. Za te kosztowności każ zbudować statek rozmiarów Katalonii. Bądź największym z Dziewięciu. Zasłużyłeś...
---

C.D.N. :) Tak tak, bo jeszcze jedna część... :)

2 komentarze:

  1. Wspaniały rozdział:) Z niecierpliwością czekam na kolejną część:)

    OdpowiedzUsuń