niedziela, 3 lutego 2013

Król Lew po Tigowemu, cz.2

   Wiele dni Taka spędził na zabawie z Sabby, Sarafiną, Shizasenem, Eriką, Naandą i Dalią. Zira jednak znikała niepostrzeżenie, gdy tylko przychodził rano do ich legowisk. Królowa Uru była bardzo szczęśliwa, że Taka znalazł sobie grupę przyjaciół; Mufasa zaś był wściekły. Dlaczego? Odpowiedź była oczywista - Mufasa większość dni spędzał na naukach, wracał późnym popołudniem. Ojciec powoli uczył go polować i walczyć, więc kiedy młody książę wracał na Lwią Skałę, był wycieńczony i nie miał ochoty na zabawy. Taka zaś mógł robić w dzień co mu się podobało - oczywiście, były pewne ograniczenia, choćby przez pierwsze kilkanaście dni nie mógł wychodzić poza Lwią Skałę sam. Kiedy trochę podrósł, Uru zezwoliła mu na to, żeby chodził po całym Królestwie, jednak nie podchodził zbyt blisko granic.

  Pewnego dnia Mufasa miał wolne, bo Ahadi z samego rana ruszył z lwami w sawannę - otrzymał bowiem od swych zwiadowców, gepardów, wiadomość o obecności hien na Lwiej Ziemi. Taka wstał jak zwykle i gdy rozejrzawszy się dookoła nie zobaczył żadnego z przyjaciół, ruszył pod akacje, gdzie często przesiadywały dziewczyny. Zamurowało go, gdy zobaczył Mufasę popisującego się przed Sarabi. Serce młodego, brązowego lwa było rozdarte między piękną, tajemniczą i niedostępną Zirę, a piękną, odważną, szczerą i otwartą Sarabi. Jedna była niezwykła i oryginalna, druga bardzo podobna do jego matki.
  Taka wściekł się i podszedł do bawiących się lwiątek.
- Cześć. - rzucił głośno, acz oschle.
- Cześć, braciszku - zachichotał Mufasa. - Chcesz pobawić się ze mną w pojedynek?
- Muffy, daj mu spokój... - powiedziała nagle Sarabi. - Wiesz przecież, że on nie ma szans. Jest słabszy od ciebie.
- Sabby wyluzuj! - zawołał młody następca tronu. - Przecież, chyba Taka nie stchórzy...
 Brat Muffy'ego poczuł się dotknięty jego zaczepką. Wiedział, że nie powinien reagować na jego durne popisy, ale był tak wściekły i zazdrosny, że złość wzięła w nim górę.
- Ah, tak?! - wrzasnął na cały głos i wystawił pazury. - Więc myślisz, gruba kulo żółtego futra, że jesteś lepszy od całego świata, bo będziesz kiedyś królem? - i ruszył powoli w stronę Mufasy.
 Muffy przestraszył się wzroku i sposobu mówienia Taki. Oczekiwał przestrachu i zakłopotania, spotkał się z furią. Po chwili jednak zorientował się, że wzrok wszystkich spoczywa na nim, jakby oczekiwali, że nie będzie się bał mniejszego od siebie. Wyciągnął pazury i usiłował zaryczeć, jednak wyszło mu żałosne miauknięcie.
- Jak mnie nazwałeś?! - warknął.
- Jesteś nic nie wartym, głupim, żałosnym, wyrośniętym skupiskiem żółtego futra. - powiedział wyraźnie i głośno Taka. W jego głosie nie było śladu strachu czy zwątpienia. To jeszcze bardziej przeraziło Mufasę, ale nie dał tego po sobie poznać.
- A ty? Ty jesteś moim cieniem. Nic w życiu nie osiągniesz, będziesz tylko moim sługą, nikim więcej! Ja przynajmniej jestem silny! Poradzę sobie z każdym, łachudro!
- Siła to nie wszystko. Trzeba mieć też orzeszek. - zakpił Taka.
 Muffy dostał szału. Widział ewidentny uśmiech na pyszczkach Eriki, Saffy i Dalii po ostatniej wypowiedzi brata. Rzucił się na niego. Przekoziołkowali, Mufasa nieudolnie usiłował trzepnąć Takę po głowie, jednak zanim zdążył się obejrzeć, ten zwinnie jak jaszczurka przebiegał pod nim albo przeskakiwał w bok i rzucał się na niego od tyłu. W pewnym momencie, gdy Muffy wstał na dwie łapy, żeby uderzyć leżącego na plecach Takę, ten dał mu kopniaka w brzuch i przewrócił. Stanął nad nim i szczerzył kły.
- I co teraz, panie mięśniak? - warknął, jednak na tyle głośno, że wszystkie lwice i Shizasen wybuchły śmiechem. Nieszczęśliwie dla Taki jednak ojciec właśnie wracał z patrolu. Zobaczył, jak słabszy z braci stoi nad bezbronnym już Mufasą i podbiegł rycząc potężnie. Każde zwierzę w Królestwie drżało na samo echo ryku króla zwierząt. Ahadi silnym, wielkim lwem z czarną jak noc i gęstą grzywą. Jego łapy były wielkości głowy Taki, który bądź co bądź, nie był już bardzo mały.
- Taka! - wrzasnął odpychając go od brata. Brązowy lew przekoziołkował i siadł pokracznie z tylnymi nogami wyciągniętymi do przodu. Lwiątka, obecne przy kłótni braci, przylgnęły nagle do skał, na których siedziały. Ahadi wzbudzał strach. - Co ci strzeliło do głowy?!
 Zanim Taka zdążył się połapać, co się stało i wytłumaczyć, a także zanim Sarafina przełamała strach by opowiedzieć całe zajście broniąc go, Mufasa krzyknął:
- To wszystko przez niego! Sprowokował mnie... Ojcze, wiem, że nie powinienem był się wściekać, a tym bardziej wszczynać bójki... Ale Taka mnie sprowokował, wyzywał... Pobiliśmy się...
 Ahadi, faworyzując Mufasę, nie musiał już słyszeć słowa więcej. Stanął nad Taką mierząc go wściekłym wzrokiem. Mały książę znał ten wzrok - to nienawistne, karcące spojrzenie, jakby król chciał przez to powiedzieć, że wolałby, gdyby Taka nigdy się nie urodził.
- Wyzywałeś go? - warknął wściekle.
Taka nie miał w zwyczaju kłamać.
- Tak, ojcze...
- Prowokowałeś go?
- Tak, ojcze...
- Masz szlaban na jakiekolwiek wypady i zabawy na najbliższe dwa tygodnie. Masz cały czas spędzać przy matce. Może to cię czegoś nauczy... - powiedział gniewnie i spojrzał na Uru, która nie wiedzieć skąd, nagle znalazła się przy nich.
- Ahadi, miej litość... To tylko dziecko, to normalne, że bracia czasem się kłócą...
- Dość. - powiedział dosadnie król. - Taka, masz przeprosić Mufasę.
 Mufasa nie krył radości zaistniałą sytuacją. Brat patrzył na niego teraz tak zdziwionym wzrokiem... Nie wierzył, że Muffy cieszy się z jego kary i porażki. Wiedział już, że Mufasa nienawidzi go chyba jeszcze bardziej niż ojciec.
- Ani mi się śni. - warknął i odbiegł do groty. Nie zwracał uwagi na krzyki rodziców. Gdy zniknął im z pola widzenia, odbił w stronę sawanny.

sobota, 2 lutego 2013

Król Lew po Tigowemu, cz.1

   Królowi Ahadiemu rodzą się dwaj synowie - silniejszy, rozważniejszy i przystojniejszy Mufasa, oraz niepozorny, słaby i nieśmiały Taka. Mufasa niezmiernie przypomina ojca, natomiast Taka swoją matkę. Choć Uru wytypowała Takę na króla, następcą tronu zostaje Muffy. Ahadi nie popełnia już błędu poprzedników - obaj synowie mogą spędzać wolny czas w towarzystwie lwów ze stada; wolny, gdyż Muffy część czasu spędzał na naukach ojca dotyczących królestwa.

 W stadzie było jeszcze kilka młodych - Sarafina i Dalia, córki Megi i Sophie; Sarabi, Naanda i Shizasen - dzieci Warena i Osari (z tym, że Shizasen był przygarnięty); oraz Zira i Erika, córki samotnicy Hawy. Ojciec dwóch ostatnich nie był znany, a los Hawy przed dołączeniem do stada Lwiej Ziemi również owiany mgłą tajemnicy. Plotkarskie lwice doszukiwały się w nienawistnej i samotniczej Zirze krwi Tandego. Erika była młodsza od Ziry i wychowała się już w towarzystwie Sarabi i Sarafiny, więc była bardziej towarzyska od siostry i matki. Hawa całe dnie spędzała na zwiadach albo samotnych polowaniach.

    Pewnego poranka Taka obudził się w grocie sam. Matka była na polowaniu z lwicami, zaś Mufasa i Ahadi wyszli na poranny spacer... Tak, od tej pory jego brat miał wcześnie rano wychodzić z ojcem na "lekcje". Mały książę był zazdrosny i wściekły, że ojciec nie poświęca mu tyle uwagi. Szaman Aramis nie pochwalał takiego zachowania króla - bo co z tego, że dawał synom wiele swobód, jeśli faworyzował jednego z nich powodując, że serce drugiego napełniało się złem, nienawiścią i rządzą władzy? Mały Taka nie pragnął jeszcze być królem - jego największym marzeniem było, żeby ojciec go pokochał, bo czuł ewidentny dystans Ahadiego.
  Książę przeciągnął się i grymas na twarzy szybko ustąpił uśmiechowi i ciekawskiemu spojrzeniu sprytnego malca, kiedy ujrzał piękny dzień i równie piękne Sarabi i Sarafinę, które chichotały pod drzewem i żywo dyskutowały z przyjaciółmi i rodzeństwem. Taka ruszył w stronę grupki lwiątek.
  Pod akacją leżały Zira, Erika, Sarabi, Naanda, Sarafina i Dalia, a także przyjaciółka królowej Uru - Osari. Ta ostatnia powitała księcia radosnym okrzykiem:
- Dzień dobry, Taka!
 Wtem wszystkie lwice umilkły przyglądając się bacznie księciu. No, może z wyjątkiem Ziry, która obrzuciwszy go lekceważącym spojrzeniem, zamknęła oczy i znów zdawała się być niedostępna i ponad resztą.
- Witaj, wasza wysokość... - powiedziała cicho Sarabi. Wszystkiee lwice, z wyjątkiem wyżej wymienionej Ziry, złożyły

wręcz ukłon schylając głowy. Sarafinie oczy płonęły, bo bardzo spodobał jej się ten szczupły brązowy przybysz, z żywymi zielonymi oczami i sprytnym spojrzeniem.
- Ale... Ja nie jestem królem... - zaczął się jąkać Taka. Nie oczekiwał nigdy, że ktoś będzie do niego tak mówił i uważał to wręcz za przesadę.
- Ale jesteś księciem! - powiedziała głośno Dalia.
Osari, widząc zakłopotaną minę Taki, postanowiła mu ulżyć.
- Dziewczyny, nie musicie tak się do niego zwracać. Prawda, książę?
- T-t-tak... Wystarczy Taka. - wydukał lew.
 Zira otworzyła jedno oko i znów patrzyła się na niego, jednak inaczej niż wcześniej. Była wyraźnie zaintrygowana jego zachowaniem. Jego skromnością. Gdy Taka podniósł na nią wzrok i ich spojrzenia spotkały się, szybko zamknęła oko i leżała nadal tak samo, w bezruchu i spokoju.
- To może... - zaczęła nieśmiało Sarafina, widząc zainteresowanie Taki osobą Ziry - Może się przedstawimy... Jaa... Jestem Sarafina.. Możesz mi mówić Saffy.
- Miło mi. - powiedział spoglądając na nią i uśmiechając się swoim uroczym, chłopięcym, szerokim uśmiechem. Sarafina była tak tym spojrzeniem onieśmielona, że spuściła wzrok głupawo się uśmiechając i mrugając oczami.
- Ja jestem Sabby... Znaczy, Sarabi, przyjaciółka Sarafiny, a to moja mama, Osari. - powiedziała żwawo i odważnie Sarabi, po czym wskazała matkę.
- Ja jestem Dalia, siostra Saffy.
- Ja jestem Naanda, siostra Sarabi... o! - krzyknęła lwica, widząc nadchodzącego lwa. - A to Shizasen, nasz brat. Jest trochę starszy od nas.
   Shizasen podszedł i uśmiechnął się do Taki.
- Cześć! - powiedział radośnie.
- Ja nazywam się Erika... - tu lwica przerwała i spojrzała się na siostrę, jednak ta ani drgnęła i nie sprawiała pozoru, jakoby chciała się przedstawiać. Zrobiła to więc za nią. - A to jest... Zira, moja siostra. - i wskazała leżącą na gałęzi akacji szczupłą, nieco starszą, nawet od Shizasena, lwicę.
  Taka patrzył w nią jak w obraz. Była taka piękna... Choć zupełnie w inny sposób niż Sarabi czy Sarafina. Była taka tajemnicza... Imponowała Tace swoim spokojem i lekceważeniem. "Ona to ma dobrze!" pomyślał. "
Olewa wszystko dookoła, jest wolna, nie uznaje żadnych zasad. Gdybym tylko mógł tak żyć..." Wtem z przemyśleń wyrwał go radosny krzyk Muffy'ego.
- Taka, bracie! - zawołał biegnąc w ich stronę.
 Taka cieszył się, że widzi brata. Przeszło mu, kiedy wszystkie lwice z wyjątkiem Ziry, zaczęły oblewać Mufasę komplementami. Nie miał się co oszukiwać - był tym gorszym, który był skazany na życie w cieniu swego brata. Zaczynał powoli czuć do niego odrazę. Nie wiedział jeszcze, co to - dopiero później miał przekonać się, że to była nienawiść.
---
Standardowo, ciąg dalszy nastąpi. :)
Jak widać już teraz, duża część historii dwóch synów Ahadiego będzie pisana jakby oczami Taki. Zawsze wierzyłam, że Skaza nie był zły od urodzenia - choć w jego żyłach płynęła krew lwów ze Złej Ziemi. Myślę, że to była wina faworyzacji Mufasy przez ojca, choć rozsądniejszego, to wcale nie mądrzejszego. Może nie był tak gwałtowny i pochopny jak Taka, ale myślę, że był od urodzenia znacznie większym egoistą i wykorzystywał swoją wyższą pozycję, żeby utrudniać bratu życie. Myślę, że stąd wzięła się późniejsza nienawiść i serce Skazy zmieniło się w głaz. Dostęp do tego serca miała tylko jego ukochana. Wydaje mi się, że stało się tak z obsesji, która ogarnęła Takę. Bał się, że każdy nienawidzi go i czyha na jego życie tak jak Mufasa czekał, aż wreszcie umrze. Wydaje mi się, że na początku nie był zły, że to właśnie ten wielki, wspaniały król miał ciemną stronę od samego początku i tylko ją sprytnie maskował.
Tak więc, na razie to wszystko. :)

~Tiga

Król Lew po Tigowemu...

... czyli od tego posta, który będzie na razie streszczeniem, zacznę opisywać moją wizję Króla Lwa. :) Niektóre postacie są zaczerpnięte z opowieści Disneya, ale spora część to moje, własne postacie.
---

   Dawno temu, tak dawno, że najstarsze zwierzęta tego nie pamiętają - na Słoneczną Ziemię przybyły 3 lwice, a niedługo później 3 lwy. Od tamtej pory zaczęły nazywać tą krainę Lwią Ziemią.

   Najstarsza z lwic, Aqua, postanowiła założyć stado, którego została przywódczynią. Wtedy w skład stada wchodziła jedynie ona i jej przyjaciółki - Earth i Vibley. Aqua była najstarszą, najsilniej zbudowaną, najmędrszą i najrozważniejszą z lwic. Była piękna, jednak nie najpiękniejsza. Earth, jeśli idzie o siłę i piękno - nie przodowała. Była jednak niezwykle wrażliwa na piękno natury, potrafiła rozmawiać z innymi zwięrzętami niezależnie od gatunku. Była świetnym dyplomatą i potrafiła rozwiązać każdy konflikt. Vibley zaś - najmłodsza, czarna lwica - nie była zbyt silna, za to szczupła i najpiękniejsza z nich wszystkich. Miała czerwone, pełne gniewu oczy. Była przebiegła, chytra, bezlitosna, w walce uznawała zasadę "Wszystkie chwyty dozwolone". Choć nie była silna, każdą walkę wygrywała dzięki swojej przebiegłości i mistrzostwie strategii.
    Często wybuchały konflikty między Aquą a Vibley. Ta druga była zazdrosna i rządna władzy. Aqua zaś była niesamowicie uparta i nie chciała iść na żadne kompromisy. Niedługo później do stada przyłączyli się bracia Whiter i Dawn, a także ich towarzysz, Black. Whiter był dokładnym odpowiednikiem Aquy, Dawn odpowiednikiem Earth, zaś Black był równie zły i bezlitosny jak Vibley. Po jakimś czasie pojawiły się kolejne lwy, a Aqua i Whiter, Earth i Dawn oraz Vibley i Black zostali parami. Whiter ogłosił się królem, a stado stało się rządzącym w krainie. Wszystkie zwierzęta były uległe Whiterowi i szanowały go za jego rozwagę, a jednocześnie drżały ze strachu przed potężnym białym lwem. Black, nie mogąc znieść faktu, że nie jest królem, próbował zdobyć władzę siłą, przez pojedynek z Whiterem. Przegrał jednak i oboje z Vibley, oraz z ich nowo narodzoną trójką dzieci, zostali wygnani za granicę królestwa, na spalone i wyniszczone tereny, zwane odtąd Złą Ziemią.
   Na tej ziemi doszło, między Blackiem a Vibley, do walki. Lwica oskarżyła partnera o to, że jest winien tego, jak skończyli. Jako strateg chciała intrygą doprowadzić się do władzy - Black natomiast pazurami i kłami. Black w walce ginie, a Vibley ogłasza się wygnaną królową Złej Ziemi. Jej córka, Zauditu, najstarsza - zostaje wytypowana do objęcia władzy na Złej Ziemi, a później w Królestwie. Zauditu miała też dwóch młodszych braci - Zacky'ego (był nieco niezdarny i miał od urodzenia bardzo zły wzrok) i Tande'go. Księżniczka Złej Ziemi nie była jednak równie zła jak jej matka i jak tylko nadarzała się okazja, ruszała na granicę swego kraju z Lwią Ziemią, marząc, żeby kiedyś zamieszkać po drugiej stronie granicy, opowiedzieć się po stronie dobra.
    Aqua urodziła Whiterowi dwoje dzieci - starszą Dianę i młodszego Mohatu. Diana, mimo, że była starsza wiekiem, nie została wybrana na następce na rzecz męskiego potomka króla. Earth martwiła się, jak bardzo ojciec izoluje młodego księcia od innych - wróżyła Mohatu, że będzie zły, tak jak Black. Później okazało się, że poniekąd miała rację...

   Mohatu, będąc nieposłusznym dzieckiem, ale przede wszystkim - samotnym, wybrał się kiedyś, mimo zakazów ojca - na granicę. Tam spotkał małą Zauditu, którą na początku potraktował jak wroga i nieźle wystraszył. Okazało się jednak, że wcale nie jest bojowo nastawiona. Jak tylko mógł, uciekał na granicę by bawić się z nową przyjaciółką. Z czasem Zauditu i Mohatu zakochali się w sobie. Gdy byli prawie dorośli, Whiter odkrył tajemnicę syna i przegnał jego ukochaną mimo jej zapewnień, iż chce przejść do jego stada. Nie ufał Zauditu myśląc, że jest to podstęp, który ma prowadzić do objęcia władzy przez córkę Vibley. W końcu dochodzi do starcia między dwoma stadami, kiedy Zauditu ucieka w nocy na Lwią Skałę i zarzeka się, że nie wróci już do domu. Vibley myśli, że została porwana przez Whitera, który chce pozbawić Złą Ziemię przyszłej królowej. W bitwie ginie Whiter i Vibley, co Earth bierze za znak, mówiący o tym, że po każdej stronie leżała wina. Mohatu obejmuje władzę a Zauditu zostaje królową. Diana wiąże się z bratem królowej, Zacky'm, natomiast Tande wraca na Złą Ziemię obiecując zemstę za śmierć matki i zdradę rodzeństwa.
  Królowa Lwiej Ziemi rodzi Mohatu dwa martwe lwiątka, które są złym znakiem. Zaraz po tym umierają Earth i Aqua. Nad Lwią Ziemią wisi fatum, za które Mohatu oskarża Zauditu. Gdy wreszcie rodzi się jedyny syn króla, Ahadi, jego ojciec zaczyna traktować go tak, jak Whiter jego - izoluje go od reszty, nie pozwala mu bawić się z innymi lwiątkami, a za skrzywdzenie księcia nakłada karę wiecznego wygnania. Zauditu się to nie podoba i próbuje wyperswadować Mohatu, by nie był jak ojciec. Ten w gniewie uderza Zauditu, a ona uderza głową w skałę i umiera na oczach ukrytego w wyłomie jaskinii Ahadiego. Od tamtej pory w umyśle Ahadiego rodzi się nienawiść do ojca. Pewnego dnia na Lwią Skałę przybiega nastoletnia Uru, córka Tandego, dziedziczka Złej Ziemi. Jest wycieńczona, wygłodniała i odwodniona. Ahadi wymusza na Mohatu, aby pozwolił jej zostać, bo młody książę zakochał się w pięknej lwicy. Nikomu jednak tego nie zdradził, a Uru wyjaśnia po odzyskaniu sił, iż ojciec głodził ją, bo nie chciała zgodzić się na intrygę, jaką uknuł - miała uwieść księcia Lwiej Ziemi i objąć tron. Mohatu wierzy jej, gdyż przypomina mu się sytuacja z Zauditu. Ahadi, gdy staje się dorosły, każe wygnać swego ojca, oskarżając go o śmierć matki - król bowiem powiedział poddanym, iż był to wypadek. Ahadi wyjawia całą prawdę o śmierci królowej. Mohatu zostaje wygnany, a jego syn obejmuje tron razem z Uru...

---
C.D.N. :)

~Tiga

środa, 16 stycznia 2013

Historia Tigary, cz.6

Shepard posłuchał rad Tigi. Za kosztowności (a właściwie za ich połowę, bo ich wartość była ogromna) otrzymane od statku widmo kazał wybudować statek, który byłby rozmiarów Katalonii. W efekcie powstał statek znacznie większy, większy nawet od Białej Śmierci. Ochrzczono go "Ricca" na cześć matki Tigi. A jak potoczyły się dalej losy lwicy, Kentaiego, Sheparda, Maroon?

Shepard wziął po czterech miesiącach budowy statku, po jego zwodowaniu, na pokład Tigę i Kentaiego. Ci przez te miesiące zrozumieli, że są dla siebie stworzeni. Na pokładzie Ricci kapitan udzielił im ślubu, po czym zeszli na ląd, żegnając po raz ostatni morze i kamratów. Dotarli do Krainy Brzasku Słońca (Dawn Lands) i założyli Stado Brzasku (Dawn Pride). Tiga została królową tych ziem i urodziła Kentaiemu syna Tico, a później córkę Ricci (która zmarła w wieku 2 lat w czasie wojny stada z najeźdźcami). Kentai niedługo później zaginął (stracił pamięć w wyniku obrażeń w samotnym polowaniu, przewędrował do Wiecznego Lasu i ożenił się tam po raz drugi z królową Niebiańskiego Stada...

Sam Shepard do teraz pływa po wszystkich wodach świata, siejąc postrach wśród anglików, ale też i wśród Bractwa Pirackiego. Ricca zatapia bez trudu hiszpańskie galeony, wyposażona w Jaszczura, Tygrysa Wschodu, Tigarę i działa boczne. Cztery wielkie maszty z daleka dają sygnał, że zbliża się Największy z Dziewięciu. Złota rzeźba na dziobie, wysadzana klejnotami, przedstawia Tigę - najbardziej charyzmatyczną przywódczynię załogi Sheparda w historii.

Maroon zaś pływa na Czarnym Jaguarze, piątym w Dziewiątce, przekonana, że jej przyjaciółka Tiga pływa na Ricce i codziennie wieczorem siada przy dziale obserwując zachód słońca...
---

To już koniec pirackiej części historii Tigi. Oczywiście, jej perypetie bynajmniej się na tym nie kończą, ale chwilowo nie mam weny do spisywania reszty, z resztą to chyba nie będzie zbyt interesujące. Następnym celem opowiadań może będzie fanfic Króla Lwa? Zobaczymy.

~Tiga

piątek, 28 grudnia 2012

Historia Tigary, cz. 5

Kule zaczęły sypać się jak grad z nieba. Strzały z Białej Śmierci nie były jednak zbyt celne - raz tylko odstrzelili "bocianie gniazdo" na głównym maszcie Millenium. Mgła, z jakiej okręt angielski się wyłaniał, zdawała się próbować go zatrzymać - tak wydawało się wszystkim na pokładzie pirackiego statku. Choć Śmierć przebijała dziobem mgłę i, w silnym "skoku" przez fale oceanu, ruszała naprzód, to mgła znów oplatała ją. Statek zażarcie gonił piratów. W pewnym momencie zdawałoby się, że nie umkną - Jaszczur odpiął się z lin i nie mogli z niego chwilowo strzelać w Anglików, a kula z Małego Billy'ego powaliła jeden z masztów - lecz wtedy zebrały się gęste chmury. Ocean wzburzył się, choć najstarsi żeglarze nie pamiętali, żeby w Basenie Umarłych pieniła się woda. Potężne bałwany uderzały o burty obu okrętów jak wściekłe byki w szarży. Tiga, cała przemoczona i prawie bez tchu - krzyknęła na załogę, aby próbowali za wszelką cenę ustawić się bokiem do Białej Śmierci zanim oni staranują ich potężnym kadłubem i wydali salwę z dział bocznych. Lecz Anglicy wcale nie chcieli ich staranować.
- Oni chcą dokończyć swoje - wrzasnął w zawierusze Shepard. - Wezmą nas w abordaż i wytną załogę, co ostatnim razem próbowali zrobić jednak bez sukcesu.
Tiga musiała szybko kombinować. Wydała rozkaz strzału ze wszystkich dział i strzelb.
- OGNIA! - rozległ się jej potężny ryk.
Biała Śmierć zatrzęsła się od potężnych kul Millenium. Jednak był to okręt tak wielki i silny, że choć były widoczne dziury w burtach, nie zrobiło to na statku większego wrażenia. Odwrotnie stało się, gdy poszła w stronę piratów salwa odwetowa. Millenium zachwiał się, drugi z trzech masztów nie wytrzymał i runął do morza. Nie mogli już ani uciec, ani za długo wytrzymać. Jeszcze jedna salwa z Białej Śmierci niechybnie posłałaby ich na dno.
Piorun przeciął niebo tak gwałtownie, dając smugę tak jasną i huk tak głośny, że oszołomiło to obydwie załogi na ładną chwilę. Statki dryfowały w oszalałym oceanie jeden przy drugim. Ani jedni, ani drudzy, nic prawie że nie widząc i nie słysząc po silnym grzmocie, nie próbowali kontynuować walki. Tiga, prawie że ślepo pobiegła w stronę steru, gdzie walczyli ze sobą nadal Kentai i Ronington. Młody lew został silnie odepchnięty i oszołomiony uderzeniem pioruna. Ronington już chciał zadać mu ostateczny cios w łeb - gdy zjawiła się lwica. Rzuciła się na zdrajcę i odepchnęła go tak mocno, jak Rick ją, gdy chciał uchronić ją przed przygnieceniem przez maszt. Ronington ześliznął się z mostka i wpadł do rozwścieczonych wód oceanu. Kolejny piorun przeszył powietrze, jednak był nieco słabszy niż poprzedni. Lunął deszcz. Tiga zabrała Kentaiego ze sobą i zbiegli na pokład. Obydwie załogi stały teraz w gotowości do walki. Byli od siebie jednak na tyle daleko, że nie było szans na abordaż. Wtedy silny podmuch wiatru ściągnął Białą Śmierć dalej od Millenium, które będąc bez dwóch masztów, z jednym tylko lichym żaglem, nie zostało pociągnięte. Okręt był za ciężki i za duży na jeden tylko żagiel. Załoga Anglików nagle zorientowała się, że wiatr ściąga ich w tył, więc zaczęli w popłochu ustawiać się na swoje stanowiska w celu podpłynięcia do Millenium. Piraci nie mogli odsunąć się za szybko, więc nic w tym celu nie uczynili. Tiga stanęła przed zmokniętymi i wycieńczonymi towarzyszami.
- PIRACI! - krzyknęła. - Przyjaciele, wybiła godzina sądu. Jeśli mamy zginąć, zgińmy z honorem, jak na żeglarzy przystało. Walczmy. Jeśli się poddamy, będziemy dryfować w Basenie Umarłych przez resztę czasu pozostałego do końca naszego świata. Nie mamy wielkich szans. Mamy uszkodzony okręt, za słabe działa i ich zbyt małą liczbę. Ale, kamraci, siłę w sercach mamy znacznie większą. Odwagę i brawurę mamy znacznie potężniejszą. Nasze serca są gotowe na śmierć za okręt i załogę. - tu na chwilę przerwała, po czym wydała z siebie silny ryk - Jeśli mamy pójść na dno, pociągnijmy ich za sobą!
Odpowiedział jej zgodny, potężny ryk kilkudziesięciu gardeł. Jakby na potwierdzenie jej słów zaryczał również wiatr, a niebo rozjaśnił kolejny piorun. Tiga wskoczyła na burtę, stojąc bokiem do przeciwników. Za nią stała cała załoga, gotowa na wszystko. Działa były w gotowości do strzału, także Jaszczur został przestawiony na boczną pozycję. Siła lwich ryków i ryku wiatru osłabiła serca angielskiej załogi. Przeszył je strach. Wyczuwalne było, że coś nadchodzi, coś przerażającego i potężnego. Biała Śmierć jakby też się zlękła - jeden z żagli porwał się i fruwał na wietrze jak gigantyczna, biała chorągiew, symbolizująca poddanie się. Może to właśnie okręt chciał przekazać, bo niechętnie pozwolił przepłynąć wielkim łukiem aż do pirackiego statku. Gdy obydwa zrównały się, ocean rozerwał dziób wielkiego statku. Z otchłani Basenu Umarłych, po przeciwnej stronie angielskiego postrachu mórz, wyłoniła się Katalonia. Duch Cido trzymał mocno ster, bosman Rowell stał przed Tygrysem Północy, a na linach od żagla bujał się Rick. Tiga wskoczyła na ostatni maszt, by dojrzeć zza wielkiego nieprzyjacielskiego statku, co się szykuje. Prawie spadła, gdy zobaczyła Katalonię, do tego... z jej matką na pokładzie. Zjechała szybko z masztu.
- Dalej, łachudry! SZYBKO! Oddalić się jak najszybciej od Białej Śmierci!
Wiosła poszły w ruch, piracki krążownik zaczął płynąć z bałwanami na wschód. Wiatr nagle zmienił kierunek i popchnął dodatkowo okręt. Anglicy, przerażeni widokiem statku-widmo i widmowej załogi, też chcieli uciekać, jednak z Katalonii rzucono trzy kotwice, które z hukiem rozerwały pokład i "przycumowały" Anglików do atakujących. Tiga wbiegła na mostek kapitański. Wtedy rozległ się ryk Tygrysa Północy, a po nim potężna salwa dział bocznych. W jednej chwili proch w ładowniach Białej Śmierci wysadził statek w powietrze - resztki dumy angielskiej floty stanęły w płomieniach. Katalonia wzbiła się po falach, rytmicznie i szybko rozcinając dziobem bałwany. Podpłynęli migiem do Millenium, a opłynąwszy okręt Sheparda, rzucili liny na rzeźbiony dziób i zaczęli holować. Niebo dość szybko się rozpogodziło, zaczęło świecić piękne słońce. Katalonia w pewnym momencie zmieniła kurs i odholowała piratów do Annestown. Blisko portu liny holownicze pękły a Największy z Dziewięciu, tak niespodziewanie jak się zjawił, zniknął pod wodą. Na nic zdały się krzyki Tigi. Gdy dopłynęli o zachodzie słońca do Portu i zacumowali okręt, wydawało jej się, że widzi swój kochany gigantyczny okręt na horyzoncie.
 Nie wiedzieć skąd, po dopłynięciu do portu, Shepard znalazł w ładowniach prochem worki ze złotymi sztabami, a w celach worki z drogocennymi kamieniami i biżuterią.
- Shepard, zostaw tego niedobitka. - powiedziała Tiga, gdy wchodzili do tawerny "Pod Bursztynowym Smokiem" - tam, gdzie wszystko się zaczęło dwa miesiące wcześniej. - Masz tyle łupów... to dar od załogi Katalonii, jestem pewna. To podziękowanie za zatopienie Białej Śmierci
.
- Przecież to oni ją zatopili... Nie my. Gdyby nie statek widmo - zginęlibyśmy.
- Ale tak czy inaczej pociągnęlibyśmy ich za sobą. To za odwagę, przyjacielu. Zostaw Millenium - puść go w ocean o bryzie, bez żadnego załadunku i pasażerów. Niech dryfuje i umrze jak dawniej stare okręty pirackie. To stara i piękna tradycja. Daj mu w spokoju odejść. Za te kosztowności każ zbudować statek rozmiarów Katalonii. Bądź największym z Dziewięciu. Zasłużyłeś...
---

C.D.N. :) Tak tak, bo jeszcze jedna część... :)

czwartek, 27 grudnia 2012

Historia Tigary, cz.4

... Tiga zeszła z pokładu do kajuty kapitana, a Shepard wziął ster w łapy. Zmienili kurs na zachodni.

Koło północy lwica weszła znów na pokład. Stanęła obok kapitana.
- Co teraz? - spytał lew. - Sąd przed świtem. Jeśli zdradzimy się, Ronington może zdołać ostrzec Anglików.
- Koniecznie chcesz ich dorwać teraz? - warknęła Tiga powodując duże zdziwienie Sheparda. - Zachowujesz się jak mój ojciec. Gdyby nie jego idiotyczna decyzja o walce z Białą Śmiercią w tamtym momencie, żyłby nadal, tak jak moi przyjaciele... i chłopak. Ucieklibyśmy im, bo Katalonia była jednym z szybszych statków. Zebralibyśmy jeszcze ze dwa, trzy statki z Wielkiej Dziewiątki i rozłupalibyśmy ten statek na pół. Nie masz załogi ani tych gabarytów statku. Katalonia była największa, zostawiając w tyle konkurencję. Jeśli więc Anglicy mają statek rozmiarów Katalonii, nie masz z nimi szans jeden na jeden.
 Shepard spuścił głowę.
- Masz absolutną rację. - powiedział zrezygnowanie po czym odszedł w stronę dzioba statku.
- Shepard! - krzyknęła Tiga i pobiegła za lwem. Ten odwrócił się gwałtownie.
- O co chodzi?
- Zagrajmy w otwarte karty. Ty wiesz o mnie prawie wszystko. Ja nadal nie wiem, czym tobie zawiniła Biała Śmierć, bo powiedziałeś, że też masz z nimi porachunki. Dlaczego? Co oni ci są winni?
 Shepard warknął coś pod nosem i ruszył z powrotem powoli w stronę dzioba, gniewnie potrząsając grzywą. Po chwili stanął, rozejrzał się. Wskoczył na rzeźbiony dziób Millenium i obserwował księżyc.
- Zgoda - powiedział głośno po chwili. Tiga podeszła bliżej niego. - Skoro tak bardzo chcesz wiedzieć, to powiem ci, skąd wzięła się moja żądza zemsty. Katalonia była niegdyś statkiem Hiszpanów - z tej samej floty, z której pochodził statek z Jaszczurem. Jak wiesz, odbiliśmy sobie to działo. Ja wtedy byłem szczeniakiem, młodszym znacznie od ciebie. Kapitanem Millenium był wtedy niejaki Swan, postrach siedmiu mórz. Katalonia została odbita przez twego dziadka niedługo przed Jaszczurem dla Millenium. Póki nie była w posiadaniu piratów, Millenium był trzecim największym statkiem. Wtedy było tylko 6 statków o podobnych rozmiarach. Przy czym obecną Wielką Dziewiątkę tworzą głównie statki, które piraci odbili Anglikom lub Hiszpanom, z przewagą tych pierwszych. Millenium zostało zbudowane i zwodowane przez piracki ród Swanów. Ja... Adam Swan, ostatni kapitan tego statku, nie miał męskiego potomka. Miał trzy córki, ale żadnego syna. Jego żona umarła po trzecim porodzie. Dzielny był z niej pirat, to trzeba przyznać. Mnie Swan znalazł na angielskim statku, który później zatopiła Katalonia. Byłem mu wdzięczny, że mnie przygarnął. Ogłosił swym synem, nadał nowe imię. Jego córki, moje "siostry"... Później i one, i moja córka - Lilienn - zginęły przy starciu z Białą Śmiercią. Millenium jest połatany, i to solidnie. Przy tamtej walce mocno ucierpiał, tak jak załoga. To jest pierwszy nasz rejs odkąd w Annestown okręt naprawiono. Przyjąłem cię do załogi na miejsce mojej córki... - tu Tigowe oczy przybrały wielkość gigantycznych spodków. Zrozumiała, że Shepard przechodził właśnie przez dokładnie to samo, co ona. Shepard po krótkiej pauzie kontynuował. - Była w twoim wieku, nie złożyła jeszcze ślubów pirackich. Nasza załoga zginęłaby pewnie i statek zatonąłby, gdyby nie to, że Kentai przeciął liny żagli w Białej Śmierci i liny od Małego Billy'ego... byliśmy pod abordażem więc ściągnęliśmy za sobą Białą Śmierć na mielizny. My popłynęliśmy dalej, okręt Anglików osiadł. Uciekliśmy tak szybko jak mogliśmy, zanim wrogowie odprowadzili działo na stanowisko i przywiązali linami. To wszystko, co skrywałem. Wiesz już absolutnie wszystko...
 Tiga milczała. Miała łzy w oczach, z resztą tak jak kapitan. Wiedziała dobrze, jak to boli, jak ciągnie do natychmiastowej zemsty. Ale nie mieliby szans. Nie w starciu z tak potężnym statkiem. Wiedziała, że muszą ściągnąć posiłki.
- Posłuchaj... - szepnęła. - Poczekajmy do świtu i wydamy fałszywy wyrok śmierci, jednak który miałby być wykonany dopiero za kilka dni, gdy dopłyniemy do Wyspy Irgitis, pod pretekstem nabrania zapasów. Jestem pewna, że jest tam przynajmniej jeden duży okręt piracki.
- Fortuna... - powiedział Shepard uśmiechając się. - Wyspa to ośrodek handlarzy rumu, a załoga Fortuny ma do trunków wyjątkową słabość. Chyba nie byłbym w błędzie twierdząc, że więcej czasu spędzają na Wyspie niż na morzu...
- A po alkoholu żeglarze są bardziej skorzy do negocjacji... W najgorszym wypadku zagrozimy, że spalimy tamtejsze zapasy rumu. - zaśmiała się ocierając łzy. Znów miała nadzieję. Fortuna była jednym z Wielkiej Dziewiątki, czwartym największym okrętem pirackim. Razem z nim Tiga mogła bez obaw płynąć przeciw Anglikom.

 Świtało. Nad oceanem unosiła się gęsta mgła. Znajdowali się w Basenie Umarłych. Legendy morskie głosiły, że tam dryfują dusze piratów pokonanych przez żeglarzy Unii. Ronington wyszedł na pokład.
- Brrr. - warknął, po czym wzdrygnął się z obrzydzeniem na widok miejsca, w którym się znaleźli. Shepard podszedł do niego. - Ah kapitanie, nie zdaje sobie kapitan sprawy z tego, jak nie cierpię tego miejsca... Powinniśmy byli płynąć dalej starym kursem, czemu więc skręciliśmy na zachód? Po co zapuściliśmy się w te przebrzydłe wody?
- Bo musimy dopłynąć do Wyspy Irgitis. Chcę nabrać zapas wody słodkiej i żywności. Poza tym naszym bandytom skończył się rum... - powiedział żartobliwie Shepard po czym odszedł w stronę steru.
 Tiga wyszła z kapitańskiej kajuty, zabrała ze sobą Elenę i bosmana, po czym poszła do celi po Kentaiego. Młody lew na jej widok zmarszczył brwi. Nie wiedział nic o pomyśle Tigi.
- A widzisz, miałem rację... doceniaj przeciwnika. - warknął.
- Jeszcze zdziwisz się, jak wielką przysługę ci właśnie wyświadczam. - powiedziała lwica nie podejmując próby tłumaczenia się. Wyprowadzono lwa z celi, po czym zaprowadzono na pokład. Shepard zwołał załogę.
- Kentai, wyrokiem sądu pirackiego, na mocy Kodeksu skazuję cię na śmierć za zdradę załogi i kapitana.
- Ale...! - próbował krzyczeć młody, ale natychmiast go uciszono.
- Wyrok zostanie wykonany dopiero w porcie Wyspy Irgitis. Nie zamierzam znosić smrodu trupa na pokładzie Millenium... A tu wolałbyś raczej nie dryfować... - powiedział i obrzucił obrzydzonym wzrokiem toń wody. Złowroga mgła nadal się utrzymywała, była gęsta i zdawała się oplatać okręt, jakby chciała go pożreć i udusić załogę. Ronington nie ukrywał zadowolenia, gdy usłyszał wyrok. Wtedy nagle, spośród mgły dało się ujrzeć światła  lamp przy burtach gigantycznego statku. Tiga od razu zorientowała się, że zostali dogonieni przez Białą Śmierć.
- Wszyscy na stanowiska, przygotować Jaszczura i działa boczne! Anglicy nas dorwali! - wrzasnęła i rzuciła się ku burtom. Shepard wykorzystał zamieszanie i zgarnął Kentaiego, po czym razem otoczyli Roningtona.
- Co do stu czortów?! - wrzasnął.
- Zmów paciorek... bo pójdziesz popływać sobie z nieboszczykami... - warknął Shepard. Kentai rzucił się na niego. Rozgorzała między nimi walka. Wtedy usłyszano strzał z Białej Śmierci. Oczy Tigi zapłonęły.
- Tym razem nie ulęknę się, i choćbym miała tu utonąć, zginiecie marne, wstrętne, zdradzieckie szczury... - warknęła do siebie. Kierowała organizacją na statku, dopóki nie zjawił się Shepard. Kentai nadal walczył z Roningtonem...
----

C.D.N. c:

środa, 26 grudnia 2012

Historia Tigary, cz.3

Długo nie pisałam...

Czas to zmienić.
---
 Był wieczór. Słońce prawie znikło za taflą oceanu, a niebo robiło się coraz ciemniejsze. Chmury, przechodzące z różu w fiolet, zbierały się gęsto. Tiga siedziała przy dziobie Millenium i patrzyła się na piękny zachód słońca. Wtem usłyszała głos za sobą. Obróciła się. W cieniu żagla stała ciemna postać.
- Ty jesteś Tiga, prawda? Nowy członek załogi... - tu osobnik przerwał. Po chwili dodał - dziedziczka Katalonii...
- Nie jestem już dziedzicem niczego. Katalonia zatonęła, jakbyś jeszcze nie słyszał. Z resztą, gdyby nie ten smutny fakt, nie byłoby mnie tutaj.
Tiga podniosła się, lecz nie odeszła daleko od dziobu, jedynie trochę przybliżyła się do ciemnej postaci.
- Mogłabym wiedzieć, kim TY jesteś?
- Nikim ważnym... - powiedział cicho tajemniczy przybysz.
- Skromni są zazwyczaj najciekawsi. Wyjdź z cienia, jeśli łaska.
 Lew po chwili wykonał polecenie. Wyszedł na światło. Oczom Tigi ukazał się przystojny, młody lew - w wieku trochę starszym niż Rick, bo miał już całą grzywę, jednak niezbyt gęstą i okazałą. Miał złoto pomarańczową sierść i kasztanową grzywę połyskującą w blasku zachodzącego słońca. A do tego piękne, rubinowe oczy, patrzące nieufnie i z lekkim strachem na nią. Tiga powiedziała głośno, zaczepnym tonem, aby go ośmielić -
- Chyba nie obawiasz się młodszego od siebie, do tego lwicy?
- Zawsze doceniaj przeciwników i nieznajomych, inaczej przecenisz siebie. - odparł nadal przyciszonym głosem.
- No proszę proszę, filozof! - zaśmiała się i ruszyła luźnym krokiem w jego stronę. Zaczęła krążyć wokół niego powoli i spokojnie, nie spuszczając z niego wzroku. - Co tu robisz, przyjacielu?
- Przyszedłem zmienić wartę. Mam dzisiaj nocny dyżur.
- Ooo, jaka szkoda. Zmokniesz! - powiedziała Tiga wskazując chmury. - Wygląda na to, że trochę nas skropi.
- Pewnie masz rację.
- Mam wrażenie, że coś jeszcze chciałeś powiedzieć... - powiedziała z zadziornym uśmiechem stając naprzeciw niego. Patrzył się w nią, jednak wyglądał jak posąg - bez żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym, nieruchomy i nieosiągalny, bez żadnych ekspresji na pysku. Po chwili milczenia odparł -
- Kapitan chce cię widzieć w swojej kajucie.
Tiga odniosła wrażenie, że przybysz jest wobec niej oschły i zdystansowany, wręcz arogancki.
- Ah... a mogę jeszcze przed odejściem usłyszeć twoje imię? Nadal nie wiem, z kim mam przyjemność. - powiedziała oschle i wyprostowała się. Nieznajomy od razu wyczuł, że poczuła się urażona jego zachowaniem, opuścił trochę łeb i postarał się uśmiechnąć.
- Nazywam się Kentai.
 Duma lwicy była jednak mocno dotknięta. Odeszła bez słowa, obrzucając go na do widzenia lekceważącym spojrzeniem.

   Weszła bezszelestnie do ciemnej kajuty Sheparda. Palił się tylko jeden świecznik, ale niewiele dawał, bo jego "gabinet" był doprawdy wielki. Lew stał przy oknie nieruchomo.
- Chciałeś mnie widzieć? - powiedziała głośno Tiga. Shepard nie spodziewał się jej i wręcz podskoczył, gdy usłyszał głos młodej.
- Aah, jesteś... przestraszyłaś mnie. Tak, chciałem się z tobą widzieć. Mam informacje, które powinny cię zainteresować. Siadaj. - i wskazał szeroką sofę. Tiga wygodnie się na niej ułożyła. Shepard usiadł naprzeciw i po westchnięciu parokrotnym zaczął mówić.
- W porcie powiedziano mi, że na Białej Śmierci jest nasz człowiek. Wymknął się jednak po zatonięciu Katalonii i dopłynął do portu ledwo żywy - zdał mi raport z tego, co zamierzają Anglicy.
Tiga wrzasnęła na cały głos -
- Był na Białej Śmierci?! I pozwolił im zatopić Katalonię?! Jak?! Dlaczego?! Na pewno widział, że gdyby nie ten pierwszy celny wystrzał to my zatopilibyśmy ich! Skoro to nasz człowiek to dlaczego nic nie zrobił?!
- Tiga, uspokój się! - krzyknął Shepard, ale z taką mocą i jednocześnie żalem w głosie, że lwica natychmiast umilkła i spojrzała na niego ze łzami w oczach. - Chciał, bardzo chciał wam pomóc! Próbował odczepić Małego Billy'ego z lin, żeby nie mogli oddać celnego strzału. Jednak Anglicy zorientowali się i próbowali go związać, a on wtedy uciekł do szalupy i odpłynął.
- Nie wierzę bydlakowi w ani jedno słowo.
- Sama go spytaj, jest na pokładzie. Nazywa się Ronington.
- Skoro uciekał szalupą, dlaczego nie zabrał mnie i Maroon?
- Bał się, że kula go dosięgnie.
- Nas jakoś nie dosięgnęła.
- Ale jednostkę trudniej trafić, a łódź już znacznie łatwiej. Anglicy widać myśleli, że utoniecie prędzej czy później, zanim ktoś wam pomoże.
- Skoro łódź łatwo trafić, Biała Śmierć mogła od razu tego Roningtona posłać do aniołków. Choćby zwykłymi strzelbami albo działami bocznymi. Co za problem. To jest podejrzane, Shepard. Bardzo.
Shepard jakby dopiero teraz zrozumiał, że faktycznie coś tu się nie zgadza. Już chciał coś powiedzieć, gdy usłyszeli krzyk na pokładzie. Księżyc już wschodził, było całkowicie ciemno. Wybiegli na pokład. Tam już znajdowało się kilku piratów - otoczyli Kentai'ego, który jak się później okazało, próbował zabić Roningtona.
- Co tu się dzieje?! - wrzasnął Shepard.
- Kapitanie! Kentai oszalał! Rzucił się na niego i próbował udusić!
- Ten chłopak padł ofiarą jakichś złych duchów - powiedział udając przerażenie Ronington. Wywołał salwę śmiechu, którą jednak przerwała krzykiem Tiga.
- Milczeć, łachudry! - wszyscy zamilkli, zdziwieni postawą lwicy. - Kentai, co masz na swoją obronę?!
- To jest szpieg! Szpieg z Białej Śmierci! Wyszedł z lampą na pokład! Byłem za masztem, kiedy ujrzałem, jak Ronington macha lampą w stronę mgły na wschodzie. Rzuciłem się na niego żeby doprowadzić go do kapitana! - krzyczał Kentai próbując wyswobodzić się z "uścisku" bosmana Dinsa. Pomagali mu jeszcze Farell i Kniver.
- To gdzie lampa? - zapytał Shepard.
Tiga podbiegła do burty. W toni oceanu dryfowały szczątki lampy. Spojrzała na Roningtona. W jednej chwili przyszedł jej do głowy pewien pomysł.
- Zamknąć Kentaiego w celi pod pokładem. Sąd odbędzie się przed świtem. Rozejść się!
 Po tym, jak załoga znikła z pokładu, lwica podeszła do kapitana.
- Bierz się za ster, Shepard. Zmieniamy kierunek. Płyniemy na zachód. W wodzie były szczątki lampy. Ten jegomość jest szpiegiem. Biała Śmierć nas ściga.
- Tylko po co? Co, postanowili nagle wybić Wielką Dziewiątkę?
- Nie. Oni ścigają Katalonię. A raczej jej dziedzica... - dokończyła cicho i spojrzała z niepokojem na wschód. Wiatr wiał akurat stamtąd. Czuła w nim śmierć i strach, ból i cierpienie. Biała Śmierć deptała jej po piętach, żądała jej krwi...

C.D.N. :)